6 lipca 2016
News

Dzieci w coworkingu

Bywają w O4 dzieci. Najczęściej takie starsze, bliższe nastolatkom. Ale często są tutaj dzieci mniejsze, lub wręcz ledwie chodzące. Takie wizyty (zarówno te codzienne w ramach gimnazjum działającego w O4, jak i ad hoc) są zawsze niezwykłym dowodem na to, kto lepiej radzi sobie w przestrzeniach kreatywnych.

Dorośli się czają, wstydzą, rozglądają, „czy wypada”. Nieliczni mają w sobie siłę i odwagę, by położyć się na łóżku w holu, usiąść na miękkiej podłodze, napisać coś „bez sensu” na tablicy. Otwartość i niestandardowość przestrzeni to dla większości z nich droga między biurem, a ekspresem do kawy, ewentualnie ważne spotkanie biznesowe. Czasem ktoś przysiądzie z laptopem na kolanach w jednym z licznych zaułków. Najdzielniejsi zagrają w piłkarzyki lub w grę konsolową. Dzieciaki odwrotnie – wlezą wszędzie, sprawdzą wszystko, narysują na tablicy królewnę, położą się, poskaczą, pobujają. Bywa to dość kłopotliwe, czy wręcz nieznośne (głośne są te maluchy i pozbawione respektu dla naszej pracy), ale też inspirujące. A dla mnie – mamy 8-latki – dodatkowo lekko frustrujące.

dzieci_w_coworkingu

Bo co, gdyby tak właśnie wyglądały też szkoły? I dlaczego tak nie wyglądają?? Dlaczego dzieciaki wtłaczane są w ławki, krzesła, krzesełka i tablice, jeśli ewidentnie otwarta, ciekawie zaaranżowana przestrzeń ma na nich tak niezwykły wpływ? Jakimi bylibyśmy ludźmi, gdzie byśmy pracowali i ile o sobie wiedzieli, gdyby w szkołach więcej było „coworkingu” niż „korporacji”? Gdyby nie było w naszym życiu tak wiele rzeczy, których „nie wypada”, „wstyd” czy „bez sensu” robić? Gdyby ktoś nas uczył „wychodzenia” do ludzi, szukania wspólnych rozwiązań, współpracy, a nie konkurowania?

Obserwowanie dzieci, biegających i pozbawionych barier, pokazuje też, że rodzimy się raczej jako coworkingowcy, niż pracownicy. I powoli, głównie w ramach systemu edukacji, tracimy tę otwartość i gotowość, włączamy tryb „wstyd” i „co ludzie powiedzą”. Trochę szkoda – może nie zupełnie szkoda, bo – jak pisałam – głośność i bezwzględny egoizm małych dzieci bywają kłopotliwe dla otoczenia. Gdyby udało się jednak zostawić w sobie trochę tego brykającego, pozbawionego barier smyka, i obudować go elementarnym szacunkiem dla drugiego człowieka, mógłby z tego wyrosnąć szczęśliwy, spełniony i zapracowany (dzięki licznym zleceniom) człowiek.

Marta Moksa

Share it: